Śmierć za niewolnictwo
Sąd w Chinach surowo ukarał wczoraj właścicieli zakładów i nadzorców, którzy zmuszali niewolników do pracy w strasznych warunkach. Przymykający na to oko urzędnicy praktycznie uniknęli kary
- Pracował źle, więc postanowiłem trochę go postraszyć - powiedział o swej ofierze Zhao Yanbing, nadzorca w małej cegielni Caosheng w prowincji Shanxi, która zatrudniała niewolników. Zabójca, człowiek prymitywny, mówił o ofierze bez emocji: - Gdy podniosłem szuflę, nie myślałem, że mi się postawi, ale to zrobił i dałem mu po głowie.
Sąd w Lifen, w środkowych Chinach, skazał go wczoraj na śmierć.
Dochodzenie ujawniło, że właściciele cegielni kupowali robotników od gangsterów. Przemytnicy czatowali na dworcach, łatwymi ofiarami byli nieletni szukający pracy lub lekko upośledzeni umysłowo. Gangsterzy odsprzedawali ich po 65 dol.
Sąd wymierzył też 28 innych wyroków, od dwóch lat po dożywocie. Bezterminową karą więzienia ukarał brygadzistę z tej samej cegielni co zabójca Zhao. 34 pracownikom, z których 19 było upośledzonych umysłowo, kazał pracować po 17 godzin dziennie, trzymał ich w zamknięciu, głodził i bił.
Właściciel cegielni Wang Bingbing, syn miejscowego sekretarza partii, dostał dziewięć lat. Nic nie wiadomo o ukaraniu jego ojca, który go osłaniał.
Łagodne potraktowanie miejscowych urzędników, którzy od lat wiedzieli o niewolniczej pracy i nie reagowali, zaszokował opinię publiczną w Chinach i poza nimi. W poniedziałek partyjna komisja dyscyplinarna prowincji ukarała 95 urzędników, niektórych zdegradowała, innych tylko ostrzegła. Wcześniej gubernator Shanxi Yu Youjun złożył samokrytykę przed premierem Wenem Jiabao.
- Inna sprawiedliwość dla zwykłych ludzi, inna dla urzędników - mówi obrońca praw człowieka Robin Munro z Hongkongu.
Wszystko zaczęło się w czerwcu od umieszczonego w internecie apelu 400 ojców z prowincji Henan. Prosili o pomoc w odnalezieniu ich uprowadzonych do cegielni dzieci. Skarżyli się na władze, które nie chcą im pomóc.
Gdy sprawa dotarła do chińskich przywódców, premier Wen Jiabao pogonił administrację do działania. W obławie prowadzonej w trzech prowincjach wzięło udział 35 tys. policjantów, którzy sprawdzili 7,5 tys. cegielni. Do dziś uwolnili 576 niewolników, w tym 41 dzieci.
W lipcu w internecie ukazał się drugi list rodziców z Henanu. Piszą, że wciąż szukają swoich dzieci i nadal spotykają się z wrogością i cynizmem urzędników i policji. Jednemu z ojców właściciel cegielni zaproponował, że odda mu syna za 4 tys. dol. okupu.
Z listu, a także ze śledztw dziennikarskich wynika, że właściciele zakładów byli uprzedzani o policyjnych kontrolach. Mogli wywieźć niewolników przed wkroczeniem policji.
Źródło: Gazeta Wyborcza