Niepohamowany wzrost gospodarczy w Chinach
Chińczycy już od dobrych kilku lat próbują nieco schłodzić swoją rozgrzaną gospodarkę, ale rozwija się ona coraz szybciej. W II kw. tego roku rosła w tempie 11,9 proc., najszybciej od prawie dwunastu lat.
Drobni gracze grają w karty w giełdowych pomieszczeniach w Wuhan
- Władze mogą nie nazywać tego przegrzaniem, ale prawda jest taka, że wyniki są nieprawdopodobnie wysokie - mówi Tai Hui, ekonomista Standard Chartered Bank w Hongkongu.
Na wieść o rekordowym wzroście chiński bank centralny podniósł w piątek stopy procentowe już po raz piąty w ciągu ostatnich 15 miesięcy (stopa depozytowa wynosi obecnie 3,33 proc., a kredytowa - 6,84 proc.). Ekonomiści przewidują, że już w tym roku chińska gospodarka może się stać trzecią na świecie - po amerykańskiej i japońskiej, wyprzedzając niemiecką. Pytanie tylko, czy się nie przegrzeje. Ekonomiści Goldman Sachs podnieśli prognozy wzrostu chińskiego PKB w 2007 r. do… 12,3 proc.!
Chińskie władze już od pewnego czasu próbują ostudzić rozpędzoną gospodarkę. Bank centralny podnosi więc stopy procentowe, podwyższa wymogi co do wysokości rezerw dla banków komercyjnych. Wszystko po to, by zmniejszyć zapędy Chińczyków do brania kredytów.
Chińczycy już dwa lata temu zrewaluowali juana o 2,1 proc. i pozwolili, by ich waluta była bardziej płynna. Naciskali na to głównie Amerykanie, których zdaniem chińska waluta jest mocno niedoszacowana, a przez to chiński eksport jest nad wyraz konkurencyjny. Chiński rząd wprowadza też inne środki “chłodzące” - nakłada podatki na eksportowane wyroby, m.in. stalowe, likwiduje ulgi podatkowe na niektóre wysyłane za granicę towary.
Chińskie władze chcą w ten sposób uniknąć szybszego wzrostu cen. W czerwcu inflacja w Kraju Środka osiągnęła 4,4 proc. - najwyższy poziom od prawie trzech lat. Jeszcze szybciej rosną ceny żywności (o 7,6 proc. w skali roku), droższe jedzenie uderza w największym stopniu w najbiedniejszych Chińczyków.
Stosunkowo wysoka inflacja powoduje, że realne stopy procentowe od depozytów są ujemne. A to skłania ludzi do wyjmowania pieniędzy z banków i inwestowania ich na szybko rozwijającej się giełdzie (w zeszłym roku indeksy wzrosły o 130 proc.) czy na rynku nieruchomości. A to jeszcze dolewa oliwy do ognia.
Dlatego rząd zdecydował, że od 15 sierpnia zmniejszy z 20 do 5 proc. podatek od zysków od depozytów bankowych. To kolejny środek, który ma na celu wyhamowanie inwestorskich zapędów Chińczyków. Zdaniem władz takie posunięcie może przekonać część inwestorów do trzymania pieniędzy w bankach, a nie na giełdzie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Komentarze (0)